niedziela, 24 kwietnia 2016

Kocham, zdradzam i zostawiam!

Ostatnio mam słabość do tabloidowych tytułów. Otóż! Nie jestem „okrutna, zła i podła”, bo powyższy tytuł odnosi się wyłącznie do zainteresowań. O rozróżnieniu - zainteresowania, hobby i pasja pisałam już wcześniej w poście Słomiany zapał – wróg publiczny nr 1, jednak chciałbym powrócić do tematu i ugryźć go nieco inaczej. Poświęcić mu się bez reszty, co nie zawsze występuje w relacji człowiek - zainteresowania… Wybaczcie mój ton (jest bardziej ironiczny niż zwykle), ale pisałam ten post jak dla najlepszej przyjaciółki, bo po części dla takowej go pisałam ;)



Tak! To jest to!


Nie raz i nie dwa bywa tak, że znajdujemy dziedzinę, która nas interesuje, inspiruje i mamy ochotę się w nią zagłębiać. Spędzamy dużo czasu ślęcząc nad malowaniem, pisaniem, pochłanianiem wiedzy na temat czarnych dziur i rozwiązywaniem równań różniczkowych. „Tak! To jest to!” – krzyczymy w radosnym uniesieniu, bo liczymy, że odnaleźliśmy pasję życia. Jednakże po kilku dniach, może tygodniach, miesiącach, okazuje się, że „Eh! To nie jest to!”. Zaczynamy zdradzać tę dziedzinę i zagłębiać się w kolejne, w końcu całkowicie porzucając malowanie, pisanie, czarne dziury i równania różniczkowe. Co wtedy?


Cofnijmy się nieco w czasie…

Po napisaniu postu o potrzebie domknięcia poznawczego, koleżanka powiedziała, że to jeden z najlepszych jakie napisałam (Ok, o gustach się nie dyskutuje). Zwróciła mi uwagę na coś jeszcze. Dlaczego Wam o tym piszę, bo to właśnie ona zasugerowała mi, żebym napisała o tym felernym zakochaniu, które przeplatane jest zdradami, aż w końcu dochodzi do dramatycznego, często płaczliwego finału. Później następuje kolejne zakochanie, kolejne zdrady i kolejne rozstania.

Nigdy więcej nie znajdę takiej pasji!


Możliwe, że była to pierwsza miłość. Ale Złotko! Jeżeli porzuciłeś/porzuciłaś zajmowanie się danym zainteresowaniem, oznacza to, że było właśnie zainteresowaniem a nie pasją. Może być tak, że to wcale nie pochodziło z wnętrza Ciebie i nie było Twoim zainteresowaniem, a zainteresowaniem rodziców, znajomych, nauczycieli. Uważali, że jesteś w tym dobry/dobra, bo ładnie śpiewasz, przepięknie szkicujesz, z łatwością rozwiązujesz równania z dwoma niewiadomymi. Ale czy naprawdę lubisz to robić?

Jesteś w tym dobry! Fakt, ale to nie oznacza, że musisz kochać śpiewanie, szkicowanie czy matematykę. Posłużę się przykładem. Byłam dobra z matematyki. Nawet w gimnazjum zajęłam 9. miejsce w ogólnopolskim konkursie matematycznym. Czasami sprawiało mi przyjemność głowienie się nad zadaniami. Ale Bóg i moja mama mogą potwierdzić, że nie kochałam tego ani przez chwilę! Co więc zrobiłam? Porzuciłam matematykę zaraz po maturze, nie oglądając się za siebie. No dobra! Czasem się oglądam i zastanawiam, dlaczego nie mogłabym tego prawdziwie pokochać. Dlaczego nie? Bo tego nie czuję! Bo moje serce jest już zajęte…

Nie mam pasji! Muszę ją znaleźć na siłę


Ani się waż! Pasja nie jest czymś, co można tak po prostu w sobie zaszczepić. Ot tak! Wybieram sobie dziedzinę i postanawiam, że to będzie moja pasja. Proponuję najpierw pogłowić się nad tym, czy naprawdę, ale to NAPRAWDĘ lubisz i chcesz to robić?

Daj sobie przyzwolenie na nieposiadanie pasji. Próbuj różnych rzeczy. Możesz postanowić sobie, że nauczysz się malować. I wtedy maluj, maluj, maluj, bo nie ma innego patentu na nauczenie się jakiejś umiejętności bez ćwiczeń i pracy. Ale nie oczekuj, że stanie się to Twoją pasją. Może się nią stać, ale wcale nie musi. Ciesz się tym, że robisz wiele fajnych rzeczy, które po prostu od czasu do czasu sprawiają Ci frajdę!

Ostatnio natknęłam się na ciekawą myśl: Prawdziwa miłość to nie ta, która przerwa lata rozłąki, ale ta, która przetrwa lata bycia razem. Po tym możemy poznać pasję. Jest tak głęboko w Tobie zakorzeniona, że nie zdołasz się z nią rozstać. Jest częścią Ciebie i w jakiś sposób Cię definiuje. Jest zawsze blisko. Połóż rękę po lewej stronie klatki piersiowej na wysokości mostka. Zamknij oczy. Co tam czujesz? Co sprawia, że serce bije szybciej? Co pozwala Ci odpocząć, zmęczyć się i wyć z entuzjazmu jednocześnie?

Doskonale oddaje to cytat Davida Ebershoffa z niesamowitej książki „Dziewczyna z portretu”, którą wczoraj przeczytałam:

 ”Jeśli potraficie żyć bez malowania, to nie malujcie. Takie życie jest znacznie prostsze



A jeżeli zaczynam różne aktywności, a później mnie nudzą?


Oznacza to, że nie były Twoją pasją. Zainteresowały Cię, to fakt, ale nie pochłonęły. Próbuj dalej. Jest jeszcze tyle rzeczy, których nigdy nie robiłeś/robiłaś. Samo poszukiwanie może stać się dla Ciebie fascynującą i wspaniałą przygodą. Możesz np. powrócić do swoich marzeń z dzieciństwa. Kim chciałeś/chciałaś wtedy być? Przyznam się, że ja tu mam problem, bo moje pomysły zmieniały się z dnia na dzień. Chciałam być aktorką, piosenkarką, astronautą, pilotem wojskowym, weterynarzem, fryzjerką, malarką, fotografem, baletnicą, nauczycielką. Co mogłabym zrobić, aby spróbować wszystkich tych rzeczy? Dołączyć do teatru amatorskiego (Done! W moim przypadku ;) ), ćwiczyć emisję głosu (już się przekonałam, że specjalnie mnie to nie bawi), czytać o kosmosie (jak poprzednio), przelecieć się szybowcem z kimś (jeszcze nie próbowałam), iść na wolontariat do schroniska (jak poprzednio) itd., itd.

W genialnej książce "Wielka Magia" Elizabeth Gilbert, autorki bestsellera "Jedz, módl się, kochaj", podsumowano to tak:

"Możesz całe życie podążać za swoją ciekawością, a na końcu nie mieć nic, czym mógłbyś się pochwalić - poza jedną rzeczą. Będziesz mógł czerpać zadowolenie ze świadomości, że całe życie byłeś głęboko oddany szlachetnej ludzkiej cnocie, jaką jest ciekawość. A to powinno wystarczyć każdemu, żeby powiedzieć, że przeżył bogate i wspaniałe życie"

Co zostaje mi powiedzieć?

Podróżuj, śnij, odkrywaj!

PS - Dotarła już moja różowa farba, więc jutro spełniam pierwsze marzenie z mojej listy marzeń! A Ty? Jakie marzenie spełnisz w tym tygodniu? ;)

Continue Reading
Brak komentarzy
Share:

Ważne, ważne i nieważne

Ostatnio kłębią mi się po głowie pewne myśli. Są dwie główne szkoły myślenia o sobie i innych ludziach. Pierwsza promuje wyrzeczenie się siebie, swoich pragnień i promuje bycie tylko dla innych, zaspokajanie ich pragnień, dostosowywania się do nich i ich oczekiwań. Nigdy mnie nie kręciła i zawsze się z niej wyłamywałam. Jednak wiem, że wiele osób żyje w ten sposób. Druga szkoła myślenia o sobie i innych przekonuje nas, że jedynymi słusznymi pragnieniami, potrzebami i opiniami są nasze własne. Nic innego się nie liczy, nie liczy się nikt poza nami samymi. Nazwałabym to po prostu chorym egoizmem (w odróżnieniu od zdrowego) i masową kulturą narcyzmu. To też mi się nie podoba, bo lubię ludzi, którzy mnie otaczają.  Co powiecie na trzecią szkołę? Nazwałabym ją „Ważne, ważne i nieważne”.





Ważne po raz pierwszy

Ja jestem ważna. Bo tak! Moje marzenia, pragnienia, cele, potrzeby i opinie. Mam prawo je mieć i mam prawo spełniać się w życiu. Im bardziej będę akceptowała siebie, tym mniej zaznam lęku przed odrzuceniem, wyśmianiem czy byciem nie dosyć dobrą. Mam prawo do wolności wewnętrznej, jak pięknie napisała to kiedyś Krystyna Janda, mam prawo do „osiągnięcia wewnętrznej niepodległości”.

Jedynie czując się wolnym i w pełni akceptowanym przez samych siebie możemy się rozwijać i doświadczać życia, siebie i drugiego człowieka w pełni. Czując się ważni dla samych siebie, komunikujemy to innym w swoim zachowaniu i słowach. Nie „ważniakiem” a „ważną osobą” – w sensie osobą wartościową, godną szacunku, miłości, zainteresowania i dobra.

Wierząc w to, że jesteśmy ważni, nie odsuwamy naszych pragnień na dalszy plan, a pracujemy nad realizacją swoich marzeń i potrafimy komunikować innym nasze potrzeby. Nie pozwalamy na naruszanie naszych granic, brak szacunku czy wykorzystywanie.

Ważne po raz drugi

Inni ludzie też są ważni i godni szacunku, miłości, zainteresowania i dobra. Warto widzieć w innym człowieku jego jasne strony, życzyć mu szczęścia i powodzenia, a gdy potrzebuje pomocy pomagać tyle, na ile jesteśmy w stanie. Nie oznacza to męczennictwa, na pewno nie dla tych, którzy nie mają duszy męczennika – np. nie dla mnie. Pomagam, bo chcę zobaczyć uśmiech na twarzy drugiej osoby. Wspieram, bo wiem, że ta osoba mi się odwdzięczy, a poza tym czuję, że mogę i chcę pomóc w ten sposób – po prostu będąc obok i ofiarowując swoją uwagę i zrozumienie. Bez oceniania. Słucham z empatią, bo wierzę, że dobro, które ofiarowuję innym powróci do mnie. (Poza tym dzięki empatycznemu słuchaniu mogę poznać drugą osobę, a lubię poznawać ludzi.)

Pozwalam innym na to, aby mieli własne potrzeby marzenia i cele. Chętnie przyłączę się do realizacji tych, które są podobne do moich, np. wycieczka po miastach Polski czy zdobywanie szczytów górskich, ale nie będę pracowała przy realizacji celów i potrzeb, które stoją w sprzeczności z moimi wartościami lub naruszają moje granice. Ludzie mogą mieć własne opinie. Opinii mogę wysłuchać, jeżeli są konstruktywne, to mogę je rozważyć, jeżeli krytyczne – puścić mimo uszu. Ja mam prawo tak zrobić (w kontekście pierwszego ważne), a ludzie mają prawo mieć własne opinie (w kontekście drugiego ważne).

To co jest nieważne?

Oczekiwania! No cóż, mogę oczekiwać, że ktoś się dla mnie zmieni. Ktoś może oczekiwać, że zacznę myśleć i postępować w inny sposób. Ok, wszyscy możemy mieć oczekiwania. Ale nie możemy oczekiwać, że inni będą je spełniać. Wręcz nie możemy tego oczekiwać, jeżeli chodzi o zmianę postaw, przekonań, sposobu myślenia, poglądów politycznych, przyzwyczajeń lub  (nie daj Boże!) uczuć. Oczekiwania są nieważne. Przyjmując do swojego serca innych ludzi - znajomych, przyjaciół, rodzinę czy partnera, nie możemy oczekiwać. Przyjmujemy ich do swojego serca tu i teraz, a nie w dniu 1900. Ludzie są ważni, my jesteśmy ważni, wartościowi, godni szacunku i miłości bez spełniania jakichkolwiek oczekiwań.




Bardzo się cieszę, że mogłam to dla Was napisać. Dawniej królowało nauczanie pierwszej szkoły, bazujące na poczuciu winy, powinnościach i cierpiętnictwie. Później, w kontrze do niego, weszło nauczanie drugiej szkoły myślenia o sobie i innych. Zaczęło się robić egoistycznie i ludzie nadal nie potrafili komunikować się prawdziwie asertywnie. Moim zdanie trzecia szkoła jest najlepsza, bo daje fundamenty do tego, abyśmy wszyscy żyli ze sobą w zgodzie i wzajemnym szacunku. Czyż świat przepełniony ludźmi wyznającymi pogląd „Ważne, ważne i nieważne” nie byłby wspaniały?

Continue Reading
Brak komentarzy
Share: